W gonitwie za czarną muzyką | Portal Muzyczny.pl

W gonitwie za czarną muzyką

W gonitwie za czarną muzyką

Zastanawiałeś się kiedyś, skąd bierze się groove? Bo ja zastanawiam się ciągle i pewnie do końca życia będę poddawał ten temat głębokim analizom. Słowo „groove” pojawia się często na naszych ustach, jednak w Polsce ma on najczęściej wydźwięk negatywny. Powtarzamy jak mantrę: „tylko czarni tak groove’ią”, „daleko nam do zachodniego grania”, itd.

Przestań gonić, zacznij grać!

Definicja groove’u zmienia się wraz z szerokością geograficzną. Właściwie każdy muzyk ma swoją definicję groove’u. Groove rodzi się w głowie, w tym jak słyszysz muzykę, jak ją czujesz. Kształtujesz go od urodzenia. Każdy dźwięk, każdy utwór, który usłyszysz, wpływa na Twoją wrażliwość muzyczną, a to się w znacznym stopniu przekłada na Twój styl, czyli także na groove. Dlatego zaprzestań gonitwy za tzw. „czarną” definicją groove’u i stwórz własną. Wyraź siebie!

Jestem białym chłoptasiem z mroźnej Polandii, który miał szansę nagrywać reggae na Jamajce w legendarnym studio Boba Marleya, wraz ze światowej klasy muzykami tego gatunku. Oni mają tę muzykę we krwi, a ja wtedy słuchałem jej może kilka lat, a grałem maksymalnie trzy. W Polsce mówili: „Profanacja! Komercyjne gówno nagrywa w świątyni muzyki reggae” (mając na myśli StarGuardMuffin i studio Tuff Gong). Ale tylko część polskiej sceny reggae miała z tym problem – radykalni wyznawcy kultury rastafariańskiej i oczywiście nerdy hejtujące wszystkich, którzy coś robią. Co ciekawe, na Jamajce nikomu nie przeszkadzało to, że gramy reggae „po polsku”. Wręcz przeciwnie – zrobili z tego atut wyróżniający nas na tle ich rodzimych artystów. Nikt nie kazał nam tam grać inaczej, niż graliśmy. Bez problemu tamtejsi muzycy odnajdowali się w przygotowanych przez nas utworach, a ostatecznie wszystko dla nich „banglało”, co potwierdzali, tańcząc w trakcie odsłuchiwania wcześniej nagranych kawałków. Ten moment uświadomił mi, że nie ma czegoś takiego jak jedna definicja dobrze wykonanej muzyki.

Czy to źle, że gramy inaczej niż nasi koledzy z Zachodu? Czy to źle, że mamy inne poczucie groove’u, inną wrażliwość muzyczną? Oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie – jest to nasza zaleta. Tak się stało, że czarna muzyka jest wszechobecna w mediach, jednak nie powinniśmy się tym aż tak przejmować. Jest wielu świetnych rodzimych artystów, którzy grają „po polsku”, tworzą genialną muzykę, zarazem istniejąc na rynku muzycznym. Daj sobie szansę, daj szansę swojemu koledze z bandu. Daj szansę swojemu bębniarzowi, bo to, że nie gra jak Chris „Daddy” Dave to nie znaczy, że nie ma w sobie „tego czegoś”. Sami musicie ocenić, czy to, co robicie, jest dobre. Warto słuchać innych, warto brać zdanie ludzi z zewnątrz pod uwagę, jednak to Ty i reszta Twojej załogi musicie podjąć decyzję, czy to, co robicie, jest dobre i nadaje się do pokazania światu.

Wystarczy spojrzeć na Nirvanę. Na początku nikt nie dawał im szans, ale oni konsekwentnie robili swoje, ostatecznie zapisując się na kartach historii muzyki rozrywkowej wielkimi literami. Można byłoby przytaczać tysiące takich przykładów. Co ciekawe, jest jedna rzecz, która łączy wszystkich tych artystów.

WŁASNY STYL

I tym sposobem przeszliśmy do sedna sprawy. To, co reprezentujesz, definiuje to, czy jesteś ciekawym artystą.

Ostatnio miałem okazję przeprowadzić dwie bardzo ciekawe rozmowy na ten temat. W raz z kolegami doszliśmy do wniosku, że coraz więcej rozmawia się o technice wykorzystywanej do grania muzyki (sprzęt, umiejętności wykonawcze muzyków), a nie o samej muzyce. Ważne stają się gitary, na których gramy, komputery, preampy, kompresory, których używamy przy nagraniach, szkoły muzyczne, które kończymy, „joby”, które – brzydko mówiąc – zaliczamy, a przestaje się mówić o tym, co tak naprawdę mamy do powiedzenia jako artyści. W konsekwencji tworzymy produkty, które mają idealne opakowania, ale niestety – są w środku puste.

Gonimy za Zachodem, ale może nie do końca w tym względzie, w którym powinniśmy. Przecież czarna muzyka wzięła się od wyrażania emocji, a nie od grania „do tyłu”. Nikt wtedy nie myślał, czy zagrać tak, czy inaczej, ale myślał o tym, co chce w dany sposób przekazać. To samo działo się w naszym kraju w latach 70-tych, 80-tych, 90-tych, gdzie muzyka była medium. Treść była najważniejsza. Mam wrażenie, że dzisiaj mamy wyścig zbrojeń. Sam się na tym łapię, że ważniejsze jest gdzie nagrywamy płytę, niż to co nagrywamy. Ważniejsze jest to ile ludzi przyjdzie na koncert, niż to co chcemy powiedzieć tym ludziom na koncercie. A chyba nie o to w tym chodzi…

Pin It on Pinterest